Dzień dobry! W ciągu kilkunastu dni pomiędzy lipcem a sierpniem miały miejsce dwa kluczowe, jeśli chodzi o polską scenę polityczną, zdarzenia. Były to: rekonstrukcja rządu Donalda Tuska i zaprzysiężenie nowego prezydenta, Karola Nawrockiego.
Tak jak oczekiwałem, w recenzjach tych wydarzeń wyczuwalne były polityczne marzenia i osobiste preferencje. Brały one górę nad pragmatyczną kalkulacją, zaś część prognoz i analiz była skierowana do odbiorców, żeby zaspokoić ich oczekiwania emocjonalne i spełniać funkcje terapeutyczne. Ozdabiany hojnym orszakiem epitetów kampanijnych świeży prezydent Nawrocki ciągnie za sobą długi i demoniczny ogon aksjologiczny. Interpretowanie jego elekcji było obarczone ryzykiem stronniczości i rzecz jasna, ten efekt bardzo mocno się wyraża. Tajemnicą poliszynela są głosy “życzliwych” sugerujących mu polityczną śmierć. Zakładają one mityczny “zły koniec” Nawrockiego lub nawet przerwanie jego pierwszej kadencji. Ten typ przekazu jest reprezentowany przez prognostyczne TOP, z nieśmiertelnym Krzysztofem Jackowskim na czele.
** **
Bądźmy szczerzy do bólu, jak tylko się da – NIE WOLNO mi prognozować tak, jak inni sobie życzą. NIE WOLNO spełniać mi cudzych pragnień, nawet jeśli miałbym za to dostać złoty pociąg i autografy od Ducha Nostradamusa. NIE WOLNO mi przewidywać dobrych rzeczy temu, kogo “lubię” lub “cenię”, a złych temu, kogo “nie lubię” i “nie poważam”. Nie mogę zauważać złych aspektów i złych losów u “złej osoby”, a ignorować je lub umniejszać u “dobrej”. NIE WOLNO mi wreszcie bawić się w wyimaginowaną psychologię czy ostentacyjną ocenę poczynań Karola Nawrockiego, która pod lupę bierze jego domniemaną “etyczność”, “rozwój duchowy” czy cokolwiek, co oddala nas od konkretu, czyli oceny prezydentury wyłącznie pod kątem skuteczności politycznej. Owszem, zdaję sobie sprawę, że wiedźmy sporo zarabiały poprzez rzucanie klątw, ale to nie moja profesja.
(Tak na marginesie – chyba nie chcielibyście chodzić do astrologa, który żąda od Was pewnych postaw moralnych albo daje się zmanipulować jednej stronie, nie badając głębiej relacji typu kat – ofiara? A co by było, gdybyście znaleźli się na miejscu tego “złego”?)
NIE WOLNO mi też robić politycznego Hyde Parku, w którym na porządku dziennym będą debaty o “strasznych czasach, które nadchodzą“, o “braku optymizmu lub iskierki nadziei“, “masakrze“, “utracie niepodległości“, et cetera. Mam świadomość, że ludzie nie uczą się na błędach i powtarzają coś, co mówili w czasie wyborów w roku 2005, 2015, 2019, 2020 i obecnie w 2025. Ta cykliczność zachowań jest przerażająca, tak jak silne identyfikacje z jednym z obozów PO-PiS. Jak powiedział najlepiej oceniany w historii prezydent Aleksander Kwaśniewski – “mamy do czynienia z dwudziestoma latami pogłębiającej się polaryzacji, języka nieakceptowalnego, brutalności i amerytoryczności“, zaś “instytucje, które miały godzić, tą rolę straciły“. Dodatkowo “część autorytetów akademickich zaangażowała się po jednej lub po drugiej stronie polaryzacji, a nie pomocą w jej pokonaniu“.
Reasumując: nie mam zamiaru angażować się w kampanie ani jednej, ani drugiej strony, jak też udzielać wykładów z zakresu moralności, polityki czy pseudopsychologii, któremu kandydatowi “należy się” mniej lub bardziej zwycięstwo polityczne. Tego typu działania znacząco przeszkadzają prognozować – bo tak jak kilka lat temu pisałem – większość prognostów obstawiających wygraną Hillary Clinton, sympatyzowała z Hillary Clinton, większość zaś obstawiających wygraną Donalda Trumpa, sympatyzowała z Donaldem Trumpem. Podobne zjawisko było widoczne na polskim podwórku: większość osób wypisujących niekorzystne prognozy dla Andrzeja Dudy czy rządu PiS, nie trafiała w ich wygrane, podczas gdy większość osób sympatyzująca z tymi obozami “dziwnie trafiała”.
Skąd aż tak długi wstęp i po co permanentnie przeze mnie powtarzany? Bo sytuacja silnego politycznego zaangażowania u prognostów ponownie się powtarza. Co z tym zrobić?
** **
Zaprzysiężenie Karola Nawrockiego nastąpiło w dniu 6 sierpnia 2025 r. dokładnie o godzinie 10:14 w Warszawie, w godzinie Marsa. Poniżej podgląd na ten moment.
Zanim zacząłem interpretować ten horoskop, porównałem go pod kątem innych zaprzysiężeń. Proszę zatem skorzystać z programu astrologicznego i spojrzeć na efekty pierwszych zaprzysiężeń następujących prezydentów:
1. Lecha Wałęsy – zaprzysiężenie o godzinie 12:10, dnia 22 grudnia 1990 roku, w godzinie Księżyca, ASC 22 stopień Barana, Księżyc 28 Wodnika,
2. Aleksandra Kwaśniewskiego – zaprzysiężenie o godzinie 12:08, dnia 23 grudnia 1995 roku, w godzinie Księżyca, ASC 23 stopień Barana, Księżyc 20 Koziorożca,
3. Lecha Kaczyńskiego – zaprzysiężenie o godzinie 10:04, dnia 23 grudnia 2005 roku, w godzinie Saturna, ASC 13 Wodnika, Księżyc 26 Panny,
4. Bronisława Komorowskiego – zaprzysiężenie o godzinie 10:05, dnia 6 sierpnia 2010 roku, w godzinie Saturna, ASC 5 Wagi, Księżyc 22 Bliźniąt,
5. Andrzeja Dudy – zaprzysiężenie o godzinie 10:04, dnia 6 sierpnia 2015 roku, w godzinie Merkurego, ASC 4 Wagi, Księżyc 3 Byka.
Dokonując racjonalnej oceny, wbrew naciskom “podszeptów serca i duszy”, musimy się zgodzić, że pierwsze zaprzysiężenia Aleksandra Kwaśniewskiego i Andrzeja Dudy to był ich osobisty sukces. Co jest miarą sukcesu? Druga kadencja! Zatem oni tą drugą kadencję zdobyli – prezydent Kwaśniewski z łatwością, prezydent Duda z kamieniem na sercu.
Kariery Lecha Wałęsy i Bronisława Komorowskiego nie spełniły oczekiwań. Pierwszy z nich, legenda polityki, osoba znana na całym świecie, obłaskawiana w królewskich powozach i oklaskiwana w amerykańskich senatach, przegrała z reprezentantem poprzedniego reżimu, który przecież zaliczył bolesną, wręcz sromotną porażkę ponad 5 lat wcześniej, w czerwcu 1989 roku. Drugi z nich stał się memem za życia, zwłaszcza po wypowiedzi legendarnego Adama Michnika, który powiedział przecież, że “prezydent Komorowski mógłby przegrać tylko wtedy, gdyby pijany przejechał na pasach zakonnicę w ciąży“. Ten cytat przeszedł do historii.
Miarą sukcesu prezydentury jest to, czy dany prezydent ZOSTANIE POWRÓTNIE WYBRANY na swoją funkcję w powszechnych wyborach. Jako prezydenci sukcesy odnieśli zatem Kwaśniewski i Duda, porażki zaś ponieśli Wałęsa i Komorowski. Losy Lecha Kaczyńskiego nie potrzebują komentarza, zakończyły się wielką tragedią narodową. W tym znaczeniu prezydentura “nijakiego Andrzeja Dudy” jest skuteczniejsza niż prezydentura “legendy Solidarności” i zdobywcy Nagrody Nobla, Lecha Wałęsy. Stało się to dlatego, że po raz drugi wygrał on wybory w roku 2020, ponadto pomógł swojej partii te wybory wygrać w latach 2015, 2019 i częściowo w 2023. Lech Wałęsa po zakończeniu swojej pierwszej prezydentury już w żaden sposób nie rozwinął żadnego ruchu politycznego, a jego powtórny start w 2000 roku zakończył się wstydliwym rezultatem 1,01%. Wyśmiewając zatem wyniki co niektórych kandydatów, warto by sobie przypominać te cyfry od czasu do czasu.
** **
Gdyby uszeregować jakość tych pięciu zweryfikowanych i jednej niezweryfikowanej jeszcze prezydentury, hierarchia wyglądałaby następująco:
Aleksander Kwaśniewski,
Karol Nawrocki,
Andrzej Duda,
Lech Wałęsa,
Bronisław Komorowski,
Lech Kaczyński,
Oprócz tych horoskopów sprawdziłem jeszcze ćwiczebnie pierwsze inauguracje dla Joe Bidena, Donalda Trumpa, Baraka Obamy i G.W. Busha. Są tam bardzo ciekawe odkrycia, jak to się mówi, ezoteryczne cuda – wianki! Amerykańskie horoskopy sprawdziły się w bardzo wymowny sposób.
Żaden z sześciu polskich horoskopów nie jest idealny, dlatego już na wejściu powiem, że kręcenie nosem byłoby uzasadnione dla każdego przypadku, natomiast dramatyzowanie i prognozowanie tragicznych skutków byłoby także możliwe dla każdego przypadku.
U Kwaśniewskiego można by się przyczepić Węzłów Księżycowych na osi ASC – DSC i Saturna, który będąc dyspozytorem praktycznie wszystkich planet, znajduje się praktycznie peregrinum w XII domu. U Nawrockiego, Kaczyńskiego i Komorowskiego za “figurę zła” uchodziłyby krzyże lub półkrzyże, często rezonujące z osiami. U Dudy znaleźlibyśmy Węzły Księżycowe na osiach, kwadraturę stellum do Saturna i kwadraturę świateł. U Wałęsy czepiano by się Urana na zenicie, wyizolowanego Słońca, Księżyca w domu XII po aspekcie z Marsem oraz ogólnie, słabej ekspozycji dobrych aspektów. A jednak nie było to sześć tragicznych prezydentur? Podobnie rzecz tyczy się złego położenia Słońca, symbolu królewskości, u wszystkich sześciu prezydentów.
Sprawdziłem te Słońca i okazuje się, że one nie podłączają się pod znaczące figury planetarne u PIĘCIU polskich prezydentów, oprócz Andrzeja Dudy (dziesięciostopniowa kwadratura Księżyca w egzaltacji do Słońca w wywyższeniu). Są to Słońca wyizolowane! Wydaje się zatem, że kondycja Słońca nie przekładała się na skuteczność prezydentury. Przypominam jednocześnie, że przy amerykańskich zaprzysiężeniach Słońce znajduje się permanentnie w Wodniku, a jest to miejsce jego wygnania. Czy sprawiło to, że prezydenci USA od kilkudziesięciu lat mają problem ze sprawowaniem władzy i ich wszystkie kadencje kończą się tragedią lub skandalem? W ostatnim czasie raczej nie, ten problem dotyczył na większą skalę jedynie Kennedyego i Nixona, do kolekcji nie zaliczymy przecież dość pokaźnej liczby nieudanych lub udaremnionych zamachów.
** **
Fetyszem prognostycznym w prezydenturach Lecha Kaczyńskiego, Bronisława Komorowskiego i przypadającej teraz – Karola Nawrockiego – są półkrzyże, a nawet pełne krzyże.
Przyjrzyjmy się im. Poniżej obraz zaprzysiężenia prezydentury Lecha Kaczyńskiego.
Koń jaki jest, każdy widzi. Jest to pełny krzyż, klasyczny, znajdujący się w czterech znakach, które reprezentują cztery żywioły. Wzorzec krzyża niczym z Sevres! Uczestniczą w nim dwa malefiki – Mars, Saturn oraz Jowisz i Neptun. Znajdują się ponadto w koniunkcji z osią ASC – DSC. Mars spotka się z Saturnem, a następnie Jowiszem, żeby ukłuć Jowisza. Saturn nie spotka się z Neptunem, ale tutaj ponownie, rolę dystrybutora przejmie Mars. Ponadto Jowisz spotka się z Neptunem. Podczas katastrofy smoleńskiej tranzytujący Merkury (patron krótkich podróży) idealnie wmontował się w ten krzyż. Być może czymś dziwnym wyda się sporządzanie solariusza na okres katastrofy w Smoleńsku, ale tam akurat Merkury był na ASC i był władcą roku. Taki przypadek!
Dobrze, a jak się ma do tego inauguracja Bronisława Komorowskiego?
Tutaj mamy półkrzyż złożony z pięciu planet, w tym dwóch malefików i wygląda on naprawdę niezbyt ciekawie. Jest kanoniczny, uczestniczą w tym Waga, Koziorożec oraz Baran. Gdyby obejść klasyczną definicję, do tego danse macabre dołącza jeszcze Wenus! Zatem Wenus, władczyni ASC, spotka się ze wszystkimi planetami półkrzyża. Jowisz zderzy się opozycją z Saturnem. Ano, wydarzy się wiele zła. I ta prezydentura zakończy się słabo.
Przypomnijmy wielki krzyż na inauguracji prezydentury Karola Nawrockiego. Tutaj na wejściu nie mamy typowego aspektu, ponieważ Mars nie znajduje się w znaku kardynalnym, jak to robią Księżyc, Wenus, Jowisz, Saturn i Neptun. Można powiedzieć, że ta figura kompletnie nie przypomina całego krzyża w elekcji Lecha Kaczyńskiego i półkrzyża w elekcji Bronisława Komorowskiego. Dlaczego?
Otóż, bardziej to przypomina dwie opozycje, które nie mają ze sobą nic wspólnego i rozjeżdżają się. Jedną z tych opozycji tworzy Księżyc naprzeciwko dwóch planet dobroczynnych: Wenus i Jowisza. Drugą z tych opozycji tworzy Mars, ustawiony na konfrontację z Saturnem i Neptunem. Ktoś przenikliwy zauważy, że Księżyc aplikuje od Wenus do Jowisza, przekazując światło jednemu z benefików do drugiego z benefików. Natomiast ten Księżyc z malefikami: Marsem, Saturnem oraz Neptunem już się NIE SPOTKA. Ale co ciekawe, podobna sytuacja ma miejsce z Wenus i Jowiszem. Idą one ruchem prostym, dość szybko i nigdy NIE SPOTKAJĄ SIĘ z Marsem oraz Saturnem-Neptunem. Czy ta dociekliwość i diabeł tkwiący w szczegółach mają znaczenie? Wydaje się, że tak, skoro w astrologii zwraca się uwagę na aplikacyjność i separacyjność aspektów. W ten oto sposób horoskop zaprzysiężenia Karola Nawrockiego, choć wykazuje pewien schemat i podobieństwo do wspomnianych wydarzeń, nie jest z nimi aż tak interpretacyjno bliski. Co więcej, ten model przypomina prezydenturę Aleksandra Kwaśniewskiego.
Tutaj powtarza się wzór, gdy władca ASC jest w wywyższeniu. W przypadku Kwaśniewskiego jest nim władca ASC w Baranie, czyli Mars, który znajduje się w Koziorożcu, w koniunkcji z Merkurym. W ogóle para malefików, Mars i Saturn, jakoś sobie radzą w zarządzaniu prezydenckim i jak widać, Mars w domu dziesiątym ani nie przeszkodził Dudzie w zdobyciu drugiej prezydentury, jak też tożsamo nie popsuł planów zamieszkiwania pałacu przez Aleksandra Kwaśniewskiego przez kolejne pięć lat.
U Karola Nawrockiego Wenus nie ma takiej wielkiej władzy jak ten Mars Aleksandra Kwaśniewskiego, ale zauważmy, że jest to Wenus nieniepokojona przez malefiki (aspekt separujący, już wynoszący sześć stopni) i idąca do drugiej szczęśliwej planety, czyli Jowisza. Jeśli władca ASC znajduje się w domu dziesiątym i tworzy koniunkcję z Jowiszem, wyobraźcie sobie, jak dużą to musi mieć moc sprawczą. Dodam jeszcze, że w tym horoskopie Księżyc uciekający od Marsa i Saturna to też casus Kwaśniewskiego, natomiast wspomniane Mars i Saturn, które będą się względem siebie zderzać, reprezentują IC i DSC, czyli opozycję. Opozycyjne linie (Księżyc – Wenus/Jowisz) rozjeżdżają się z (Mars-Saturn/Neptun), jeśli zatem chcemy interpretować jedną z opozycji jako problem prezydenta, z równie dużą konsekwencją powinniśmy dorzucić uwagę, że druga opozycja jest jeszcze większym problemem jego przeciwników politycznych – skoro to są Saturn i Mars! Tego wymaga precyzja.
I jeszcze dopisek na koniec moich wywodów: Nas nie powinno interesować, “jakimi ludźmi” są Nawrocki, Trzaskowski, Tusk, Putin, Trump, czy Macron. Nas powinno interesować, czy będą wygrywać, czy też będą przegrywać. To nie łyżwiarstwo figurowe, gdzie liczą się oceny za “styl”. Polityka to bardziej wojna, w której albo się zabija, albo się ginie. Celem astrologii politycznej jest określanie, czy dany polityk ma większe szanse coś wygrać, czy przegrać, a nie czy jest mądry, zdolny, przystojny lub zna kilka języków. W tym znaczeniu skupiłem się na opisywaniu skuteczności Karola Nawrockiego jako polityka, a nie na tym, czy ludzie będą go kochali, czy będzie praworządny lub ile skandali stanie się jego udziałem. To nie są moje priorytety i to nie powinno wpływać na całościową ocenę horoskopu. Tak samo, jak nie obchodziło mnie, czy Donald Trump jest głupi, a czy Kamala Harris jest mądra.
** **
To teraz przejdźmy do horoskopu rekonstrukcji rządu Donalda Tuska. Najpierw może archetyp, czyli horoskop podstawowy zaprzysiężenia na 13 grudnia 2023 roku, o godzinie 09:38 (stąd złośliwe przytyki o “koalicji 13 grudnia”).
Nawet najserdeczniejsza życzliwość wobec tego rządu nie pozwoliłaby na opis tego horoskopu w optymistycznym tonie.
Gdzie wady? Ano, władca ascendentu “w żadnej” kondycji, jednocześnie czas tuż po nowiu, gdzie nów – jednak ma maleficzny wydźwięk. Jednocześnie Księżyc już blisko domu dwunastego bez jakiegoś konkretnego aspektu. Zalety? Owszem, władca descendentu, czyli Księżyc w domu XII. No, ale już władca IC znalazł się niekorzystnie, po drugiej stronie horoskopu. I to on, oprócz Słońca, posiada pewną godność (z racji Skorpiona, dwuznaczną). Tym niemniej, więcej planet jest po lewej stronie, co wskazywałoby na to, że rząd posiada inicjatywę i ma pewną władzę nad opozycją.
Realizacja programu jest więc niewątpliwie trudna, skoro szefowie Słońca, Księżyca i Marsa (Strzelec->Jowisz), ale też ascendentu i Merkurego (Koziorożec->Saturn), nieszczególnie się wyróżnili, ani poprzez godność podstawową (znak, żywioł), ani poprzez godność przygodną (dom), tym bardziej, że jeszcze Jowisz na dodatek nie jest w ruchu prostym.
Jak widać, do interpretowania rządu horoskopu Donalda Tuska nie potrzeba było ani inwektyw ani przesadnych nadziei, by zjednać sobie określoną część publiczności. Nie potrzebujemy pisać o “trudnej koalicji”, o “złych ministrach”, o niegodnym postępowaniu marszałka czy innego polityka. Jest to kompletnie nieistotne i wprowadza wyłącznie mętlik interpretacyjny, którego nie potrzebujemy!
W podobny sposób podejdę do horoskopu rekonstrukcji rządu. Z astrologicznego punktu widzenia można ignorować, że odbyło się coś takiego jak rekonstrukcja rządu, uznając, że przecież to kontynuacja poprzedniego rządu. Lecz jednak trudno udawać, że jest to jednak zupełnie inny byt, ponieważ zmienili się ministrowie. Osobom, które się z tą koncepcją nie zgadzają, zapraszam do obejrzenia filmu Andrzeja Wajdy, na motywach powieści Stanisława Lema, o tytule “Przekładaniec”. Horoskop rekonstrukcji rządu wyglądał tak (24.07.2025, godz 15:59):
Z tego, co widać, sytuacja znacząco nie poprawiła się, skoro wszystkie planety nagle znalazły się po prawej, zachodzącej stronie. Istnieje tutaj zatem odwrócona analogia, o ile rząd miał pewną kontrolę i podejmował inicjatywę, bo więcej planet znajdowało się po lewej stronie, o tyle utracił część swojej mocy.
W horoskopie bez wątpienia wyróżnia się Mars w znaku Panny na MC, który by chciał “dużo zrobić”. To trochę symptomatyczne, że mieliśmy Wenus na MC zaprzysiężenia horoskopu Karola Nawrockiego, lecz tam akurat Wenus była w godności i zmierzała do Jowisza. A co robi ten Mars? Porusza się peregrinum, na próżno, nie robiąc nawet poważniejszego aspektu z żadną inną planetą. Wiemy z czym kojarzy się Mars. Z działaniem. Archetypowo oznacza on wydanie wojny, agresję, przemoc – z czego oczywiście nie wszystko jest brutalne, część z tych zachowań może być jak najbardziej uzasadniona. Być może z tym Marsem koreluje horoskop ministra sprawiedliwości, Waldemara Żurka (06.01.1970, b.godz.), który ma Marsa w koniunkcji z Węzłem Wstępującym w Rybach w opozycji do tego Marsa rządowego. Ale nie chcę gdybać i robić politycznych wtrętów.
Natomiast nów powtórzył się, podobnie jak w horoskopie rządu zaprzysiężonego 13 grudnia, co jest co najmniej potwierdzeniem tego, co ma miejsce od ponad półtorej roku. O ile tam jednak było po nowiu (lepsza sytuacja), tak tutaj jest odrobinę przed nowiem. Wydawać by się mogło, że kwadratura Słońca z Saturnem dołączy do litanii złych rzeczy, ale przez wzgląd na pozytywną recepcję (Saturn lubi Słońce), nie zamierzam tutaj się nad tym aspektem znęcać.
** **
Chciałbym dodać, że ta analiza była porównywana m.in. do rządu Beaty Szydło (potencjalnie zły horoskop, dlatego wymiana się per saldo opłaciła), do rządu Ewy Kopacz (raczej zły horoskop i porażka w wyborach) i do rządu Mateusza Morawieckiego w 2017 roku (sukces, ponieważ była wygrana w wyborach i można powiedzieć – reelekcja). [Kancelaria Prezydenta poinformowała, że zaprzysiężenie rządu Mateusza Morawieckiego odbylo się o godzinie 17:00, podpis ostatniego ministra był około 25 minut później)].
W przypadku zaprzysiężenia rządu Morawieckiego można zaskakiwać sporo rzeczy. Spójrzmy na ten horoskop (zakończenie składania przysięgi przez ostatniego ministra).
Tutaj wszystko znajduje się po prawej stronie, wskazując, jakby wiatr miał temu rządowi wiać w oczy. Tak jak w przypadku obecnej reskontrukcji rządu Donalda Tuska. Wydaje się, że już widziałem sporo horoskopów o tej tendencji, które jakoś dały radę, pomimo trudnego punktu wyjścia. Czy warto zapamiętać ten motyw? Bez wątpienia tak, jest on ważny.
Zasadniczo ten horoskop różni się jednak trochę od rządów Ewy Kopacz i Beaty Szydło. W horoskopie rządu Kopacz słabo kondycyjnie wyglądał Księżyc i ponadto z dobrych aspektów widoczny był tylko sekstyl Wenus – Saturn (przy czym obydwa rządzą IC – DSC, czyli opozycją). W horoskopie Szydło funkcjonował świetny trójkąt syntetyczny złożony ze świateł i Jowisza i – chociaż godności tych planet były za przeproszeniem nędzne – jakoś je ratował. Natomiast jeśli chodzi o horoskop rządu Morawieckiego, nie widzi się tutaj fajerwerków ani pozytywnych, ani negatywnych (oprócz wszystkich planet ptolemejskich po zachodniej stronie horoskopu), co najwyżej sekstyl Księżyca z pozycji Wagi do stellum planet w Strzelcu. Wyróżnia się oczywiście Czarny Mistrz Fatalistycznych Ceremonii – to znaczy Pluton na DSC.
Interpretacji zmiany rządu z Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego towarzyszyły oczywiście negatywne komentarze, pełne katastrofizmów, ale z interesu politycznego PiS – przypomnę, ich interesu politycznego – wybory, które odbyły się w 2019, były ich sukcesem. Bez względu na to, kto jaką opcję polityczną reprezentuje, musi ten suchy fakt przyjąć do wiadomości.
To może jeszcze raz spójrzmy na ten horoskop rekonstrukcji rządu Donalda Tuska bardziej życzliwym okiem, skoro położenie planet po zachodniej części kosmogramu nie działa tak destrukcyjnie? Tak, są tu światełka w tunelu, jednym z nich jest trygon Słońca do Saturna. Tylko co może dać trygon planet, z których żadna nie rządzi domami kątowymi? Pozycja Saturna jest przygodnie silniejsza, znajduje się on w domu czwartym (opozycja), ale przecież z drugiej strony jest on w retrogradacji i w koniunkcji z Neptunem! Czy to oznacza, że będzie porozumienie (trygon), ale ponownie na miarę koślawego przejścia z ustroju komunistycznego na ustrój demokratyczny, gdzie nie zadbano o didaskalia i wiele instytucji okazało się zamkami na piasku?
Jeśli poszukuję jakiegokolwiek pozytywnego rozwiązania dla tego rządu, jedynym rozwiązaniem jest poszukiwanie porozumienia z opozycją i prezydentem – przy czym dodam, że takie układy nie zakończą się dobrze i niech Was nie zmylą błyskotki w stylu “Jowisz jest w Raku, będzie pokój i sprawiedliwość na świecie“. Przeglądając analizy roczne i analizy powtarzających się ingresów planet do znaków, pewnie niejeden raz się dziwicie, że obiecywano Wam złote czasy, a ostał się ino sznur.
** **
Czy ten wpis rzuca na kolana swoim pesymizmem? Nie sądzę, to nie moja wina i nie moja odpowiedzialność, że nie zajmuję się pisaniem idealnych scenariuszy i optymistycznych formuł. Zdaję sobie sprawę z politycznych zagrożeń, lecz jednocześnie widzę również wiele poprzednich doświadczeń, które ani nie zrealizowały dobroczynnych obietnic, ani też nie wypuściły z lochów jeźdźców apokalipsy, jakimi straszono.
Astrologia nie jest architekturą idealnego świata polityki, jakiego byśmy sobie życzyli. To próba interpretacji wydarzeń politycznych, które bardzo często wywołują szok i niedowierzanie opinii publicznej.
Zapewne wiele osób podejmie rękawicę i zapyta, czy w 2027 roku będzie jeszcze istniała w Polsce demokracja? Otóż, nie posiadamy narzędzi, by znaleźć wzorzec dla istnienia i nieistnienia demokracji. Tak jak większość astrologów nie jest w stanie określić, czy jakiś człowiek postępuje moralnie prawidłowo, czy te też moralnie źle. Zawsze opiera się to na jakimś kontekście, który trzeba wcześniej znać.
Można wypisywać różne koncepcje i solidaryzować się z ofiarami teatru politycznego, że w roku 2027 Polsce grozi tzw. utrata demokracji, a wybory prezydenckie w roku 2030 będą pozbawione sensu, ponieważ zwycięzca (Karol Nawrocki) jest już znany. Przypomnę jednak, że te same głosy mówiły w 2023 roku, że koniec Prawa i Sprawiedliwości jest bliski, a Kaczyński nigdy już nie wróci do władzy. Te same głosy uważały również, że w roku 2014 PO nie ma z kim przegrać.
Astrologia jest przydatna w temacie zaprzysiężeń, ustalania wyników wyborów – choć tutaj sami widzicie, jak wiele błędów prognostycznych się zdarza. Jest ewentualnie przydatna, by określać wstrząsy w danym państwie (tak jak obecnie widać objawy kryzysu w USA, a to dopiero wierzchołek góry lodowej i absolutnie nie jest to tylko zasługa Donalda Trumpa). Niestety, efektowność astrologii zdecydowanie blednie, jeśli chodzi o wychwytywanie początków wojen. Mimo, że próbowałem zrobić na ten temat wykład w Polskim Towarzystwie Astrologicznym [-> https://www.astrolog.org.pl/biblioteka/multimedia/437-czy-bedzie-wojna-astrologiczne-wskazniki-poczatku-i-konca-konfliktow-miroslaw-czylek-weekend-z-astrologia-polityczna-2025], w dalszym ciągu uważam ten problem za otwarty.
A już zupełnie astrologia staje się bezproduktywna, jeśli chodzi o ustawianie sporu, ile demokracji, a ile autorytaryzmu jest w danym państwie. Nie pamiętam, czy astrologowie ostrzegali nas przed Władimirem Putinem przez pierwsze pięć lat jego kadencji, że stanie się tym, kim się stał. Nie pamiętam również, czy takie uwagi były czynione w pierwszych latach rządów Erdogana, Orbana czy nawet Donalda Trumpa. Choćby z tytułu tych doświadczeń nie warto wypisywać elaboratów na temat demokracji, ponieważ bardzo często los może nas zaskoczyć. A żyjemy w latach 2025 – 2026, które są analogiczne względem czasów w okolicach 1989, 1953, 1917 czy 1846 roku. Z tego choćby względu przecenianie pewnych przywódców lub kreślenie stabilnych wizji demokracji lub dyktatury jest zwyczajnie nieroztropne. Bo czasy są bardzo, bardzo dynamiczne. I mówienie o 2027, 2030 roku, że to “najważniejsze wybory w historii Polski” będzie miało w sobie tyle samo histerii jak w 2015, 2019, 2020, 2023 czy w 2025 roku. Będzie również świadczyło o tym, że osoby, które w swoje zapewnienia wierzą, nie uczą się na błędach.
— —











13 Comments
Czy dobrze wnioskuję, że przedterminowe wybory są zbyt bardzo prawdopodobne?
Nie, nie mogą się odbyć, bo się siłom koalicyjnym słupki poparcia nie zgadzają. Tak samo przetrwały ze słabymi notowaniami rządy Buzka (1997-2001) i Millera/Belki (2001-2005).
Nie tylko że nie mogą ale i muszą. Większość astrologów jest za przedwczesnymi wyborami.
Tak swoją drogą, to czy godzina zaprzysiężenia aby na pewno prawidłowa? Bo z moich danych wynika że to była 10:57.
Śledziłem, jak Nawrocki podnosi rękę w Sejmie i przysięga, około godziny 10:14.
Jesienią szykuje się połączenie PO, Nowoczesnej i pozostałych partii tworzących KO w jedną partię. Ciekawe jaki będzie horoskop tego tworu. Wspominał pan gdzieś, że KO ma dobry czas na początku 2027. Coś czuje, że sobie to spierniczą w efekcie tego połączenia i nowego bytu.
A co do artykułu – najważniejsze wybory już jest odbyły. Nawrocki wygrał, kości zostały rzucone, teraz już tylko pozostaje obserwować i czekać na to co nieuniknione.
Tez mam wrażenie że idzie po nich tsunami. Takie nastroje są wśród społeczeństw europejskich. I one też wymuszają korektę dotychczasowej katastrofalnej polityki obecnych elit które maja nadzieję że fala ich nie zmiecie. I mogą one też dla zachowania władzy sięgać po brudne gierki. Tu odsyłam do kampanii wyborczej 2025 w naszym ukochanym tenkraju…
Dochodzenie do władzy brunatnej fali przeważnie poprzedza nieudolność poprzedników. Winę zatem należy rozłożyć nie tylko na tych, którzy przychodzą, ale też na tych, którzy im przygotowali czerwony dywan do polityki.
Tak naprawdę to nie ma żadnej różnicy kto wygra, bo politycy z natury są szkodliwi, bez względu na wartości.
Dobry czas dla KO już był. Teraz z tymi ich pomysłami i taplającym się we własnym ego Tusku będzie tylko gorzej, co zresztą Pan Czylek opisał w jednym z wcześniejszych artykułów.
Problemem nie jest wybranie innej partii, a całkowita zmiana systemu, a Polska sama tego niestety nie dokona.
Mam nadzieję, że nic z tego nie będzie. PO/Nowoczesna już udowodniły jaką dysponują hipokryzją. Potrzebujemy mniej, a nie więcej państwa.
A jak się gwiazdy wypowiadały o Natanjachu? Czy było w nich widać, że stanie się kolejnym po Hitlerze ludobójcą? Jakaś cisza co do tej postaci, a dokonuje epokowego holokaustu.
W następnym odcinku.
A teraz kochani czytelnicy porównajcie sobie wpis autora o KN z wpisami pana Gibaszewskiego…… To się samo komentuje….
Słońce w Wodniku to w przypadku demokracji jak najlepsze położenie dla Słońca, bo pokazuje, że naczelny kreator jest w rękach grupy i tutaj miejmy nadzieję, że jest to naród, choć nie zawsze tak jest. Słońca wywyższone lub we władztwie pasują raczej do dyktatur lub monarchii.